wtorek, 18 sierpnia 2015

Kukizowcy

Buntownicy. Antysystemowcy. 

To dobre "człowieki" są...


Większość dorosłych ma o nich negatywną opinie. Ludzie po pięćdziesiątce często nie chcą o nich słyszeć. A młodzi poczuli szansę na zmiany. Tak jak "Wind of change" zespołu Scorpions... Ja jestem z nimi i tego nie ukrywam. Jestem za panem Kukizem i nie zwracam uwagi na to, jaki zawód wykonuje. Mógłby być górnikiem, budowlańcem, sekretarzem albo piłkarzem. Dla mnie ważniejsze jest to, co ma do powiedzenia.
Nie pokazujcie mamie,
bo się wystraszy...
Jestem ciekawa, czy wszyscy wiedzą, kim z zawodu jest premier Ewa Kopacz i reszta elity naszego kraju. Pewne jest, że dla wielu będzie zaskoczonych, kiedy sprawdzą ich wykształcenie, doświadczenie zawodowe i historię... Niech nie będzie tajemnicą to, że ja też byłam... niemile zaskoczona. Jest takie powiedzenie: "Co nas nie zabije, to nas 'rozpierniczy' psychicznie"... zmieniona wersja "co nas nie zabije, to nas wzmocni.". Tutaj sprawdzają się obie opcje.
Polecam przeczytać kilka dobrych książek, zacząć czytać niezależne media i oglądać wiadomości w Internecie. Nie płacić skorumpowanym stacjom telewizyjnym, które nie szanują widza i kłamią 'na okrągło''. Gdyby bajka o ''Pinokio'' byłaby prawdziwa, większość dziennikarskich hien postrącałaby kamery ze statywów nosami... Poważnie. Mam dość mediów i od kilku miesięcy nie włączam telewizji. Czasami słucham muzyki i prognozy pogody, ale wybieram częściej radio i Internet. Telewizor stoi i się kurzy, z młodszymi braćmi oglądamy 'raz na ruski rok' bajki, programy naukowe i premiery ciekawszych filmów.

Czy to, że głosowałam w wyborach prezydenckich na Pawła Kukiza, czyni mnie gorszą lub lepszą? Bardziej wykształconą lub nie? Oświeconą, inteligentną, dojrzałą? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Według mnie Kukiz prezentuje poglądy, których nie wstydzi się żaden patriota i obywatel chcący dobra kraju, dobra ogółu. Wydaje mi się, że po części jestem jak taki typowy Kukiz... Anty-systemowa, przeciw nałogom, ale korzystająca z używek, przeciw wyjadaczom z koryta na ulicy Wiejskiej. Przeciw temu, co złe. To dla mnie jasne jak słońce...

A tutaj mocna dawka pozytywnych i negatywnych emocji specjalnie dla tych 20% ''wybranych''
Wiecie kim byli? O nich rozpiszę się przy lepszej okazji...


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Alea iacta est

Do przeszłości powrotu nie ma.

Gdzie ten wehikuł czasu... Już wszystko wyjaśniam.
Czarnków 2015 r. - obwodnica
Lubasz - Czaruś Cup 2012 r.

Noteć - Czarnków 2015 r.
Boruszyn 2015 r,
Kotwica Polski Walczącej 1944 r.

Fotografie, filmy, wspomnienia, pamiątki, korozja, siwe włosy, zmarszczki, szara cera, - ot, cały wehikuł... 
Internety - every day, every night
Czegoś tutaj jeszcze brakuje? Na pewno... Lista jest długa i nie do ogarnięciu. Wehikuł nie musi być magicznym urządzeniem, najlepszym wehikułem jest nasz mózg i to, co nas otacza i się zmienia, starzeje.
Kiedys cofać się do przeszłości to było coś... Marzenie i filmy science-diction. Teraz wiem, że mogę to robić każdego dnia. Metaforycznie, ucząc się historii i wczorajszego dnia, nie zapominając o jutrze i "carpe diem". 
Wczoraj pojawia się i znika. Dziś i jutro też. Tak samo jest z pamięcią, wspomnieniami, wujkiem Alzheimerem, pieniędzmi, życiem... To tylko krótki okres w dziejach, a ogromny dla jednostki, człowieka, chwili, która jest "tu i teraz". Nie jest mi przykro, że wczorajszego dnia drugi raz nie będzie, bo jutro może być lepsze i ciekawsze,
"Alea iacta est" znaczy w języku łacińskim: "kości zostały rzucone". Są to prawdopodobnie słowa Juliusza Cezara wypowiedziane przed naszą erą przed wojną domową z Pompejuszem. Cytat jest często używany i nic w tym dziwnego. Jest uniwersalny i w wielu sytuacjach życia codziennego znajduje zastosowanie.
Pięknie śpiewają o tym zespoły: Dżem, Perfect, Sabaton, Led Zeppelin, Scorpions i wiele innych... Polecam ich muzykę, szczerze i prosto z serca.

Reszty szukajcie, wiecie co i jak...

niedziela, 16 sierpnia 2015

W drodze

4 żywioły, Boruszyn, sobota i koncert bez prądu.


Dosłownie. Byłam wczoraj u Weroniki, bo wyszła z inicjatywą, bym wpadła do niej, bo o 20:00 koncert Arka Zawilińskiego.

Arek Zawiliński 15.08.2015r.
Myślę sobie: "Nie znam gościa, śpiewa blues, może warto?". Więc pojechałam. Z domu Wery do miejsca koncertu jest około 3 km drogi przez las i wieś. Poszłyśmy piechotą. Kiedy przeszłyśmy drogę wiodącą przez las, jakieś pięćset metrów, zaczęła gonić nas burza. Najpierw ostrzegawcze błyskawice i grzmoty kilka kilometrów od nas, później coraz bliżej. Niebo za nami robiło się coraz ciemniejsze i chmury w końcu znalazły się nad naszymi głowami. Wiatr i zimny deszcz w plecy. Trochę wielkich kropel, a za chwilę oberwanie chmury. Zanim dotarłyśmy na miejsce, zaliczyłyśmy przystanek autobusowy, a na sobie nie miałyśmy suchej nitki. Nie miało to wielkiego sensu, bo deszcz padać nie przestawał. W końcu poszłyśmy do salki, w której koncertu nadal nie było... Bo wyłączyli prąd. Ale spokojnie - przybiegł sołtys, włączył agregat i pan Arek wystąpić mógł. Było klimatycznie, ciemno, kameralnie i bardzo pozytywnie.
Afrykańska pieczątka na ręce Wery
Nieczęsto mam okazję bywać na takich koncertach. Wczorajszego nie żałuję. Mili, młodzi duchem ludzie, życiowa, trafiająca do serca muzyka i blues - gitara, harmonijka, śpiew, rytm. Na tyle dobra muzyka, która urzekła nas tak bardzo, że słuchałyśmy jej pół nocy... No ok, całą...
Na koncercie występ pana Arka podobał się, bo musiał wychodzić na sześć (czy więcej?!) bisów. Wyobraźcie dobie, że ten człowiek wyjechał w Bieszczady (I rzucił wszystko!), zanim to było modne. Mieszkał w górach (nadal mieszka na Południu, zazdrościmy!), nad morzem, za granicą... Jest miejsce, w którym go nie było? Chyba nie... Niejednokrotnie został nagrodzony w wysokiej rangi konkursach, ale przeczytajcie sami - na stronie internetowej. Nie będę przecież przepisywać, prawda?
Podziękować za wspaniałą atmosferę i piękną muzykę już zdążyłam podziękować osobiście. Ale tutaj mogę też. Więc: OGROMNE DZIĘKUJĘ, panie Arku. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy i posłucham kolejnych kawałków, płyt. Następnym razem wezmę kasę, żeby kupić coś na pamiątkę.

Posłuchajcie i zajrzyjcie, a przekonacie się, że nie kłamię:
Strona internetowa - Arek Zawiliński
Facobook-owy Fanpejdż - Arek Zawiliński
Arek Zawiliński - "Jędrek Połonina - Kary Koń"


sobota, 15 sierpnia 2015

Potęga

Padłeś? Powstań. Nie bądź ciotą...


Dzisiaj wielki dzień. Kto myśli, że myślę tylko o święcie plonów, jest w błędzie. To nie tylko święto kościelne, ale także państwowe. Wiecie jakie? Każdy Polak, patriota i choć trochę świadomy obywatel wie. Powinien wiedzieć...
15 sierpnia to święto Wojska Polskiego. Na pamiątkę zwycięskiej bitwy warszawskiej z 1920 roku.  Obchodzimy je już ponad dwadzieścia lat, na mocy ustawy z 1992 roku. To już dość czasu, by każdy tę datę dobrze zapamiętał. Nawet ten, który urodził się pod koniec lat '90 albo już w XXI wieku. Bo na co miałyby się zdać lekcje historii, jeśli nie po to, żeby zapamiętać tak ważne momenty z historii ojczyzny? Dobrze wiem, że każdy normalny i porządny (bo jak to opisać?) nauczyciel historii chce przekazać swoim uczniom wiedzę, która uczyni młodego człowieka świadomym swojej narodowości i dumnym z czynów swoich przodków. Przodków, którzy oddali życie po to, by żył w wolnym kraju i miał prawo, które im nie przysługiwały. By żyło mu się lepiej niż im.
15 sierpnia oprócz dumy dociera do mnie też smutek. Bo dużo (za wiele...) myślę o przeszłości, śmierci, wierze i Bogu. W ubiegłym roku tego dnia potwierdziło się to, o czym pisałam w czwartek. Czarny scenariusz, z którego powodu płakałam. Nie tylko ja, bo siostra, mama, taty, pół rodziny i wielu przyjaciół. Przecież myślenia wyłączyć nie mogę i nie chcę... (Umie ktoś?!) Wiem, że nie mam możliwości, by zmieniać przeszłość. Jednak mogę wiele z tej przeszłości wywnioskować i nauczyć się, jak żyć...
Jak żyć, by nie żałować tego, co zrobiłam przed chwilą, wczoraj, tydzień, miesiąc lub roku temu. By nauczyć się cieszyć z tego, że trudna przeszłość to książka pod tytułem: "Lekcja życia.", a dobre wspomnienia mają tytuł: "Lot życia.". Teraz umiem z tego korzystać i chcę pokazać innym, że zło można zmienić w dobro, a dobra nie trzeba niszczyć i zamieniać w zło. Po każdej burzy wychodzi słońce, a nie zawsze słońce jest zwiastunem wichury (prawie nigdy, ot całe sedno...). Bądźmy przyczyną radości, uśmiechu i szczęścia, a świat będzie piękniejszy. Ktoś się nie zgadza? Każdy Bóg, każda wiara i wszystko, co spotykamy na świecie, a później, po śmierci, w niebie - jest z założenia dobre. Bo w demokracji wystarczy 51% dobra, byśmy to wygrali. Razem...

IRA - Nie daj mi odejść



Józef Piłsudski.
 Mistrz. 

czwartek, 13 sierpnia 2015

Aniołek i gwiazdy



Trzynastego sierpnia.


Smutno mi dziś. Dokładnie rok temu też było. Nie bez przyczyny, ale o tym za chwilę.



Ja i Anka 
Od dzisiejszej nocy do prawie końca miesiąca na niebie będziemy mogli zaobserwować spadające gwiazdy. Są to perseidy spalające się w atmosferze Ziemi. Największą aktywność na niebie będzie można zaobserwować od godziny 20:00 do 6 rano. Każdej godziny możemy zobaczyć aż sto takich gwiazd! Uwierzycie? Jeśli nie, to obserwujcie.

Trzynastego sierpnia 2014 r. zapamiętałam wyjątkowo dobrze (dobrze, ale źle). Kiedy wspominam tę datę, łzy cisną się na oczy. Kojarzę ją właśnie z niebem, gwiazdami i Aniołkiem. Dlaczego? Właśnie tego dnia moja siostra usłyszała diagnozę, straszną: "U Pani dziecka nie rozwinęły się nerki.". Wyobrażacie sobie? Nikt w to uwierzyć nie chciał ani nie mógł... A jednak. Szok, niedowierzanie, płacz, wielka nadzieja i cios. Jeśli zastanawiacie się, czy można coś stracić, zanim będzie się to miało, to już Wam mówię - można. Dla mojej siostry, bliskich i dla mnie to była katastrofa. Bo jak można wytłumaczyć krzywdę nienarodzonego dziecka, które miało prawo do życia takie samo jak każdy z nas. Nie potrafiliśmy, a trzeba było się z tym pogodzić (jak?!).

Dzisiaj, rok po tym, jak dowiedzieliśmy się, że dziecko ma niewielkie szanse, by urodzić się zdrowe i prawie 10 miesięcy po pogrzebie, patrzę na to z innej perspektywy. Mam nadzieję, że dużo lepszej i dojrzalszej. Wiem, że Julka zasiliła grono Aniołków w niebie, wiem, że nie była niczemu winna, a moich bliskich, mnie i siostrę bardzo to umocniło. Nasza wiara, więzi, charaktery i psychika są dużo mocniejsze i trwalsze. Kochanowski już kilkaset lat temu pisał: "cierpienie uszlachetnia", a swoją córeczkę wspominał: "Jesteś, a jakoby Cię nie było...". Coś w tym jest. Julka jest w naszych sercach, mimo że nie zdążyliśmy jej poznać. Widzieliśmy, kiedy rosła w mojej siostrze, na zdjęciach USG. I to jest piękne. Mieliśmy ją nie ciałem, a duchem. I nadal mamy i wiem dobrze, że czuwa nad nami, nad swoją mamą i kochamy ją nie mniej, niż kochalibyśmy ją, gdyby była z nami.

Cieszę się, że mam taką rodzinę. Było ciężko, ale każdy każdego wspierał tak, jak umiał. I to nam wiele pomogło i dało. Dziś pojedziemy do naszej Julki zapalić świeczkę. Tak zrobiłby każdy człowiek, nieważne, w co wierzy i co czuje. To takie naturalne...


Dżem - Zapal świeczkę


TSA - 51

Ja i czworo moich wspaniałych











środa, 12 sierpnia 2015

Juliusz

Było ich dwu.  Żadnego nie zdążyłam poznać.

Oboje wielcy. Dzięki jednemu mam mamę i życie, dzięki drugiemu - przepiękną poezję i twórczość.


Mama <3
Dziadka nie poznałam. Umarł, kiedy byłam malutka. Bezczelnie, co? Ale mam nadzieję, że kiedyś spotkam go, kiedy będziemy śmigać bo niebieskich autostradach... Przecież mamy sobie tyle do powiedzenia. Dzięki niemu mam wspaniała mamę, która dała mi podwójną dawkę miłości i uśmiechu - za siebie i za niego. 
Juliusz Słowacki
Drugi Juliusz? Jeśli jeszcze nie wiecie - to dla mnie oczywiste - Słowacki. Wspaniały, wybitny i niedoceniony za życia. Uwielbiany przez polonistów i stawiany nad Mickiewicza. Kiedyś się temu dziwiłam, teraz się z tym zgadzam. Czytając Słowackiego należy mieć świadomości, że mamy do czynienia z twórczością wybitnego człowieka, jednostki. Każdy, kto czytał "Kordiana", "Balladynę", czy "Hymny" tego romantyka, jednego z Wieszczów Narodowych, powinien czuć się zaszczycony. A przecież to lektury szkolne, teoretycznie nie ma wśród nas nikogo, kto nie miał z nimi styczności. 



Młody, gniewny i zdolny? Zapraszam do sprawdzenia tego fanpejdża. Chłopak z Łodzi, reggae, ogromna dawka pozytywnej energii i wielka motywacja, by życ tak, jak dyktuje Ci serducho i rozum. Ci, którym się spodoba, zostawiają oczywiście "Lubię to" i obserwują postępy tego zdolniachy! Pozdrawiam i czekam na następne nagrania...

Świetnie mu to wyszło: 

Lata '90

To były czasy...


Chociaż mam niespełna 19 lat, jestem osobą, która żyła w dwóch tysiąc- i stuleciach, w dwóch ćwierćwieczach i trzech dekadach. Niezły wynik w tym wieku, co?


I cieszę się, że zdążyłam "załapać się" na lata dziewięćdziesiąte. Pamiętam je jak przez mgłę, ale zdjęcia i przepiękne (nieliczne) wspomnienia są... Wiem, co to Pegasus, Mario i popularne kaczki, gumy kulki, lody Bambino, Flipsy, "Wilka i zająca", a wieczorynka o 19:00 to obowiązkowy punkt dnia każdego dzieciaka w moim wieku. Nie miałam laptopa, tabletu, telefonu, własnego pokoju, telewizora i tysiąca innych drogich gadżetów. Miałam wiele więcej: rodzeństwo, wielkie podwórko, kochających rodziców i wolny czas spędzony z ludźmi, nie z urządzeniami... I właśnie dlatego "to były czasy...". 
Nie narzekaliśmy, że nie mamy pieniędzy, a ze złotówką biegliśmy do sklepu po "Snaki", rożka albo oranżadę w szklanej butelce. I to było dzieciństwo, którego powinno doświadczyć każde normalne dziecko. Nie kupowaliśmy za pieniądze czasu, przyjaciół ani markowych ciuchów. I cieszyliśmy się z tego, co jest tu i teraz, zamiast martwić się, że ktoś ma lepiej albo gorzej, jest lepszy lub gorszy od nas. To było nieważne.
Na wakacje przyjeżdżała do nas kuzynka z miasta, śpiewałyśmy: "Eee makarena" i bawiliśmy się co najmniej nieźle. Codziennie wypad nad jezioro, "Zielona szkoła", czas z przyjaciółmi i spędzony nie z byle kim - to było  coś...
Teraz oglądam zdjęcia i łza kręci się w oku. Pamiętam konia, na którym jeździłyśmy, a jakiegoś feralnego dnia kopnął go prąd... Pamiętam, jak woziliśmy się Fiatem 126p, czyli popularnym maluchem. Pamiętam, jak wpadłam do stawu przed I Komunią mojej siostry albo pokleiłam sobie palce Super-Glue... Pamiętam festyny rodzinne i zabawy organizowane specjalnie dla dzieci, by się integrowały. Pamiętam, kiedy zostałam z mamą i malutkim braciszkiem, kiedy tata pojechał na pogrzeb do wuja 200 km od naszej miejscowości. I pamiętam różowe leginsy w pokemony... Były najlepsze. Pamiętam wiele. Dobrego i złego. I cieszę się, że mam te wspomnienia. Piękne i przykre. Wiele mnie nauczyły, a fotografie to najlepsza pamiątka, by móc swoją historie opowiedzieć komuś od nowa. Na przykład Wam.



A tutaj kawałki tak samo świetne jak moje wspomnienia...

Skrilex & Diplo - Where Are U Now?



Perfect- Autobiografia



Dżem - Wehikuł Czasu



Lady Pank - Na Co Komu Dziś



Loka - Prawdziwe powietrze



wtorek, 11 sierpnia 2015

Mniejsze zło

Gorsze dobro.

Wielu z nas za niespełna miesiąc pójdzie do urn, na referendum, a już za dwa miesiące - na wybory parlamentarne. Ale wielu z nas zostanie jednak w domach, by pozostać biernym i nie wykorzystać swojego głosu, a później narzekać, jak to nie jest źle w tym kraju. Dla mnie to jest niewytłumaczalne i niezrozumiałe. Mam dopiero 19 lat i kilka razy byłam już na wyborach - samorządowych, prezydenckich. Nie ominęłam żadnych i uważam, że każdy powinien czuć się odpowiedzialnym za wyniki głosowania. Ten, który na wybory nie idzie, nie powinien mieć prawa komentowania, a przede wszystkim - narzekania, hejtowania, trolowania. Jaki sens?
Jesienią zagłosuję za JOW-ami i Kukizem. Wielu powie, że jestem naiwna i zgłupiałam. Jednak gdzieś jest te 20%, które zaufało mu w wyborach prezydenckich. Ja nadal wierzę, że w Polsce mamy szansę, by dorównać Zachodowi. I nie chodzi o pieniądze, ani wpływy. Wydaje mi się, że wszystko, czego potrzeba, my, Polacy, mamy. Co? Rozsądek, myślenie, współpraca, pomysły, zasoby... Jeśli mamy te rzeczy, niekoniecznie materialne, to te drugie możemy nabyć. Nie - ukraść. Zapracować, zasłużyć i czekać na efekty. Przecież "Nie od razu Rzym zbudowano.".
Dlatego mamy demokrację i powinniśmy wziąć to, co nasze, w swoje ręce. A co jest nasze? Wybór, decyzja, głos, przyszłość. Warto pomyśleć o tych, którzy mają całe życie przed sobą, a są jeszcze zbyt młodzi, by pójść do urny oraz o tych, których głos jest nieprzemyślany i zagłosowali na "byle-kogo", bo nie mieli swojego kandydata albo nie potrafią jeszcze dobrze określić swoich poglądów i oczekiwań.
Mam nadzieję, że Polacy wybiorą mądrze i nie skończy się na słowach: "Nie idę, bo nie ma na kogo głosować."


Na dziś:

A tutaj trochę humoru z Internetu o rządach PO...







poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Icy Tower

Samo życie.


Często mówię sobie, że w życiu jest właśnie jak w tej popularnej grze. Zawsze ją lubiłam i czasami nadal gram. Chwila nieuwagi i jesteś skończony. Na sukces pracujesz długo, a wszystko możesz zniszczyć w kilka sekund.
 Właśnie takie jest życie. Cały czas musimy być czujni, żeby nam się udało. Czy to źle? Myślę, że nie. Przecież nie ma nic za darmo, a to, na co zapracujemy, jest nasze. Nieważne, czy chcemy zrobić herbatę, znaleźć pracę, wychować dziecko albo kupić samochód. Ważna jest droga, rpzez którą musimy przejść, żeby osiągnąć zamierzony cel. Wydaje się proste...


Z siostrą - lipiec 2014r.
Wiele od nas zależy, bo nikt nas w życiu za rękę nie prowadzi... No ok, jak jesteśmy mali, to idziemy za rękę z mamą do przedszkola. Często ludzie myślą, że nic zmienić nie mogą, bo "tak jest i musi być". Z takim podejściem nie zmienimy nic - to prawda. Gdyby każdy człowiek uwierzył, że może zostać kowalem swojego losu, byłoby pięknie. Gdyby każdy wziął swoje życie w swoje ręce, byłoby mniej problemów. Mniej nieszczęścia i smutku. Czyż nie?



Czytaliście kiedyś wiersze Edwarda Stachury? Polecam:




"Dokąd idziesz? Do słońca!"

(wiersz klasyka)


W nocy noc i w ludziach czarna noc 
Blask nie widzi gdzie ma zadać cios 
Jestem tutaj 
Wołam cię 
Jestem tutaj 
Przeszyj mnie 
Promieniu świetlisty złocisty 
Nie strasz mnie jak gdybyś nie miał wzejść 
Wiem żeś tuż pod horyzontem jest 
W lustrze nieba 
widać cię 
W ziemi drżeniu 
Słychać cię 
Promieniu świetlisty złocisty 
Nocy proszę nie przeciągaj już 
Skoro świt do Słońca pora pójść 
Z błyskiem w oku 
będę szedł 
Wprost na ciebie 
będę biegł 
Promieniu świetlisty złocisty.

Jak żyć?

Szybko.


Obudził się we mnie Szekspir. Nie dziś, nie wczoraj. Już dawno. Kiedy zapytałam dorosłego faceta, typowo, po szekspirowsku: "Jak  żyć?", jego odpowiedź była na tyle trafna i banalna, że nie mogłam o tym nie napisać. Odpowiedział, jakby miał to przygotowane: "Szybko.". I tyle w tym racji, naprawdę... Po kilku dłuższych "rozkminach" nie mogę temu zaprzeczyć, jedynie się zgodzić.

Do rzeczy - żeby godnie przeżyć życie i w taki sposób, by potem niczego nie żałować, a mieć tyle wspomnień, by na końcu ziemskiej pielgrzymki móc powiedzieć: "Lepiej być nie mogło.". Właśnie takie ostatnie słowa byłby dla mnie najpiękniejsze... Pamiętam z lekcji języka polskiego, z gimnazjum, a nawet podstawówki, dwa łacińskie motta: "Carpe diem", "Memento mori". Teraz dorzuciłabym jeszcze: "Alea iacta as.". Siedem słów, a tyle prawd o życiu. Chciałabym nauczyć się kierować w życiu tymi słowami. By było to moje drogowskazy. Bym umiała docenić dzisiaj, nie patrzeć w jutro, nie bać się śmierci i docenić wczoraj. By wiedzieć, że mogę być kowalem własnego losu. By być dobrym dla drugiego człowieka i szanować jego tak samo jak siebie. By potrafić dostrzec dobro tam, gdzie jest zło. By dokonywać dobrych wyborów i kierować się zdrowym rozsądkiem. By dostrzec miłość tam, gdzie jest gaszona. Czy to takie trudne?


Przecież tego wszystkiego nie zrobimy tak: "hop siup", a co dopiero "szybko"... Nie ma drogi do sukcesu windą, ale małymi, wysokimi schodami. W tym rzecz. Jeśli chcemy być szybko na szczycie, musimy szybko wbiegać po tych schodkach... I ostrożnie! Czego życzę sobie i każdemu, który w życiu kieruje się mniejszym złem.
 
Tutaj humorystyczny wątek z eks-premierem...

Pozdrawiam serdecznie i miłego tygodnia! No i wspaniałego poniedziałku - przecież wszyscy je lubimy...

czwartek, 6 sierpnia 2015

Osiem i buch

Dlaczego fajki są mi niepotrzebne?

Dwa papierosy we wtorek, dwa w czwartek. W sobotę cztery. A potem buch i koniec.

Tyle właśnie spaliłam w lipcu. Ani nie jestem z tego dumna, ani nie żałuję, ale wiem, że "ćmiki" do szczęścia potrzebne mi nie są. Zawsze wiedziałam, że spróbuję, jak "smakują" papierosy. To jedna z tych rzeczy na długiej liście, o których wiem jedno - że na pewno je zrobię, kiedykolwiek i z kimkolwiek. Tak samo, jak spróbuję kiedyś skoku na bungee, lotu samolotem, marihuany, skoku ze spadochronem, nurkowania z rekinami i surfowania. Po prostu życie. Mam je jedno i chcę korzystać i brać z niego jak najwięcej. By na starość powiedzieć: "Było pięknie.", a moim dzieciom i wnukom móc opowiedzieć o przygodach i podzielić się bagażem doświadczeń...

Z WERĄ! :)
Więc - do rzeczy.... Co mogę powiedzieć o papierosach? Te pierwsze były miętowo-jagodowe i smakowały całkiem OK. Ani się nimi nie zachwyciłam, ani się nie dusiłam, a pieniędzy szkoda. Serio? Albo jestem taka oszczędna, albo skąpa, ale naprawdę nie potrafiłabym wydawać tyle kasy na papierosy, które nie przynoszą żadnych pozytywnych emocji, skutków, czegokolwiek "fajnego". Nie dość, że dzięki nim śmierdziałam, to zabierają czas (tak, te przysłowiowe "5 minut"...) i pieniądze (ale ze mnie złotówa...), źle wpływają na zdrowie (tak, to każdy wie...) i w dodatku bardziej niż mnie, trułabym tych, którzy wdychają mój dym.
A dziewiąty (tak, przełomowy...) papieros skończył się na jednym "buchu". Już nie był miętowy i smakował ohydnie. Popularny "PS", czy jakoś tak... Prawdopodobnie niczego gorszego jeszcze w życiu w buzi nie miałam. Oddałam go grzecznie koleżance i podziękowałam. Te 50 gr (mniej więcej), które trzeba zapłacić, wolę przeznaczyć na inny cel... Bo po co truć mi siebie i innych? Nie czuję takiej potrzeby  i dobrze mi z tym.
I wiem na pewno - jak będę chciała palić, to będę palić. Jak będę chciała. Jeśli nie chcę, to nikt mnie do tego nie zmusi ani nie sprowokuje. Nerwy i problemy. Dla mnie to tani chwyt, bo z tym można poradzić sobie inaczej... No i wiedzcie, bo nie każdy ma świadomość - nawet niektóre narkotyki są mniej szkodliwe niż papierosy (co nie znaczy, że macie je brać!).
Pamiętajcie - nie hodujcie raka, szanujcie swoją cerę i portfel, a szczególnie bliskich. Trzymam kciuki za tych, którzy walczą z nałogiem!


Łapcie dobre kawałki:

17

Godzina "W"


71 lat temu nasi przodkowie, pewnie wielu Waszych dziadków lub pradziadków, walczyli w powstaniu warszawskim. Pierwszego sierpnia obchodziliśmy rocznicę wybuchu powstania. Dokładnie o godzinie 17:00, tak zwanej godzinie "W" w całej Polsce, w hołdzie powstańcom, zawyły syreny. Tysiące (albo i miliony) Polaków przez minutę zatrzymało się na chodniku, zrobiło przerwę w pracy, w wielu miastach wstrzymano ruch - by choć chwilę poświęcić ludziom, którzy zginęli za naszą wolność.

Powstanie warszawskie to jedno z wydarzeń historii naszego kraju w XX wieku, które najbardziej mnie poruszają. Przede wszystkim honor, poświecenie i śmierć niewinnych ludzi. Bo ginęli Ci, którzy na to nie zasłużyli. Tylko jeden na dziesięciu powstańców był uzbrojony... Wyobrażacie to sobie? Perfekcyjnie - według  mnie - opisują polską historię utwory zespołu Sabaton.


A kojarzycie te liczby?
17 - godzina "W"
63 - czas (w dniach) trwania walk
1939 - wybuch II wojny
1944 - wybuch powstania
16 000 - wziętych do niewoli
150 000 - (około) zabitych cywili
650 000 - wypędzonych z Warszawy, zesłanych na Syberię i roboty przymusowe.


Przyczyna wybuchu powstania jest oczywista. Każdy normalny Polak chciał żyć w wolnej ojczyźnie.
Naszą historię świetnie przedstawia Wojtek Drewniak wraz z ekipą Hisorii Bez Cenzury na Youtubie. Zachęcam do obejrzenia ostatniego odcinka o postawie naszych rodaków podczas II wojny światowej.



Patriotyzm i walka o wolność to "temat-rzeka". Ja jestem dumna, że jestem Polką i mogę chwalić się, że dla moich przodków Bóg, honor i ojczyzna były najważniejszymi wartościami.