sobota, 31 października 2015

Wychylylybymy


Lubię czasami połamać język. Takie ot, ćwiczenia logopedyczne.


Odpalam Wikipedią i czytam po kolei, od A do Z. Można się uśmiać, powaga...

Dziś moje TOP 10:

1) Wychylylybymy (sentymentalnie, na rozgrzewkę).
2) Noraminofenazonummetanosulfonikumnatrium (inaczej: pyralgina).
3) Rozrewolweryzowany rewolwerowiec z rozrewolweryzowanym rewolwerem rozrewolweryzował rewolwer rozrewolweryzowanego rewolwerowca.
4) Konstantynopolitańczykiewiczówna.
5) Było sobie trzech Japońców: Jachce, Jachce Drachce, Jachce Drachce Drachcedroni.Były sobie trzy Japonki: Cepka, Cepka Drepka, Cepka Drepka Rompomponi.Poznali się: Jachce z Cepką, Jachce Drachce z Cepką Drepką, Jachce Drachce Drachcedroni z Cepką Drepką Rompomponi.Pokochali i pobrali się: Jachce z Cepką, Jachce Drachce z Cepką Drepką, Jachce Drachce Drachcedroni z Cepką Drepką Rompomponi.Mieli dzieci: Jachce z Cepką mieli Szacha, Jachce Drachce z Cepką Drepką mieli Szacha Szarszaracha, Jachce Drachce Drachcedroni z Cepką Drepką Rompomponi mieli Szacha Szarszaracha Fudżi Fajkę. Kto powtórzy całą bajkę?
6) Krnąbrną Brdą brną drwa.
7) Na cacy tacy cykuta z cytatą Tacyta.
8) Wyindywidualizowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu przeintelektualizowanych prestidigitatorów, który czytał/oklaskiwał przekarykaturalizowaną i przeliteraturalizowaną literaturę.
9) Ząb zupa zębowa, dąb zupa dębowa. Zupa dębowa z dębu robiona, no a zębowa z zębów robiona.
10) Powiedziała pchła pchle: pchnij, pchło, pchłę pchłą.


No i coś nie po polsku:

  • rioolwaterzuiveringsinstallatieconsumentenonderzoekershondenbrokkendieetwinkelgarderobejuffrouw - niderlandzki 
  • kindercarnavalsoptochtvoorbereidingswerkzaamhedencomitéleden - holenderski 









U kogo tak to wygląda?





środa, 7 października 2015

NR 4859

Ochotnik do Auschwitz. Ponadto: Współzałożyciel Tajnej Armii Krajowej. Konspirant i żołnierz AK. Organizator ruchu oporu w Birkenau. Autor raportów o Holokauście. Skazany i stracony 25 maja 1948r.


Kto? Rotmistrz Witold Pilecki. 

Człowiek, który czytał dzieciom fragmenty Tomasza a Kempnisa z jego książki "O naśladowaniu Chrystusa.".
Człowiek, który z własnej woli trafił na prawie tysiąc dni do obozu koncentracyjnego, by stworzyć tam konspirację i pomóc ludziom, którzy tam byli.
Człowiek, który wyjaśnia znaczenia hasła: "Arbeit macht frei." - dusza ludzka oddziela się od ciała, które palone jest w krematorium. Proste, wtedy więźniowie byli już wolni...
Człowiek, który był w stanie wszystko poświęcić dla dobra ojczyzny.
Człowiek, o którym nie powinny zapomnieć następne pokolenia.
Człowiek, którego każdy ówczesny mógłby naśladować.
Człowiek, który w Auschwitz miał numer 4859 i rzekomo nazywał się Tomasz Serafiński. 

25 września odbyła się premiera filmu "Pilecki". Jest to polska produkcja, niefinansowana ze środków publicznych. Film o bohaterze, którego warto poznać i godnego podziwu.




"Tak powinieneś się zachowywać w każdym czynie i w każdej myśli, jak gdybyś dziś miał umrzeć. Gdybyś miał czyste sumienie, nie bałbyś się bardzo śmierci."- Tomasz a Kempnis






Kotwica Polski Walczącej.

sobota, 3 października 2015

Uchodźcy?

Inaczej: azylanci, dezerterzy, ekspatrianci, emigranci, tułacze, uciekinierzy, wychodźcy, zbiedzy, zesłani, wysiedleńcy, Polonusi, banici, deportowani, przesiedleni, repatrianci, wygnańcy...

 

A może imigranci?

Od kilku tygodni, miesięcy, nie ma dnia, w którym w wiadomościach nie usłyszelibyśmy o uchodźcach, którzy uciekają przed wojną i biedą z Syrii, Iraku, Afganistanu, Somalii, czy innych krajów objętych wojną. Nic dziwnego, przecież to normalne, że ludzie uciekaja przed niebezpieczeństwem. Dziwić zaczynamy się wtedy, kiedy wśród uchodźców widzimy głownie mężczyzn, często młodych i w pełni sił. Gdzie ich rodziny, dzieci, kobiety? Normalnym widokiem byłyby wśród tych ludzi widok tych słabszych, którzy bezpośrednio w wojnie wziąć udziału nie mogę. Przecież ci mężczyźni mogliby zostać z swoich krajach i walczyć o ich dobro. Czy nie?
Chyba, że mają intencje, na co wiele wskazuje. Wcale nie muszą być uchodźcami. Mogą być imigrantami ekonomicznymi. Jaka różnica? Dla większości pewnie oczywista, bo w sieci i w telewizji o tym pełno. Chyba, że ktoś jest oderwany od rzeczywistości, to już wyjaśniam:

Uchodźca to osoba, która musiała opuścić teren na którym mieszkała ze względu na zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności. Zagrożenie to jest najczęściej związane z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych.

Imigrant ekonomiczny to osoba, która opuszcza swój kraj po to by poprawić jakość swojego życia - w celu znalezienia lepszej pracy, szkoły albo by dołączyć do członków rodziny. Migranci nie uciekają przed wojną i prześladowaniem, do swojego kraju mogą wrócić, a władze państwa z którego pochodzą zapewniają im ochronę prawną.

Polecam: Vader'15
I wszystko jasne. Osobiście nie mam nic przeciwko, żebyśmy uchodźców do Polski przyjmowali. Należy się pomoc tym, którzy jej potrzebują i są w sytuacji bez wyjścia. Nasi przodkowie też kiedyś wyjeżdżali z kraju z powodu wojny i złej sytuacji politycznej. W czasie wojen, czy po powstaniach, np. insurekcji kościuszkowskiej. Ich kiedyś przyjęli inni, więc dlaczego my mielibyśmy nie przyjąć tych, którym się należy.
Wystarczy określić zasady i traktować ich odpowiednio, bez przywilejów i ograniczeń. Jeśli mają być u nas, niech pracują jak my. Jeśli mają mieszkać z nami, niech mieszkają na tych samych zasadach, co my. Niech szanują nas i naszą kulturę, a mu uszanujemy ich. Dlaczego mieliby dostawać większe zasiłki od nas? Dlaczego mieliby wymagać od nas tego, czego nie wymagamy nawet my? Niesprawiedliwe i niesłuszne, według mnie. W tym wypadku nikomu nie będzie się podobać to, że Polska ma ich przyjąć i wcale się temu nie dziwię, to normalne.
A przy okazji poglądy tego Pana - warto poczytać, bo są naprawdę przednie. ;)

niedziela, 27 września 2015

Halo, policja?

Proszę przyjechać na fejsbuki...


Polska rzeczywistość - zamiast pomagać, zarabiają. Ja już miałam okazję się osobiście kilka razy przekonać. Nic przyjemnego, zapewniam.
Krecik się nie przejmował... 
Najbardziej dziwi i rozczarowuje fakt, że kiedy ich nie potrzebujesz, oni są na miejscu. Kiedy są potrzebni, ich nie ma. Gdzie sens?
Miałam dwie sytuacje, że policja przyjechała, choć nie potrzebowałam ich pomocy. Ale ze mnie wandal... Pierwszy raz - jechałam skuterem, drasnęłam kobiecie błotnik. Jeszcze zanim skończyłam 18 lat. Bilans: mandat i punkty karny (nie tylko wandal, ale też pirat!). Drugi raz: zdarzenie drogowe, dachowanie, jedyną osobą, której zrobiłam krzywdę, byłam ja sama. Policji nie wzywaliśmy, a straży pomocy odmówiłam. Ktoś wezwał "wparcie", na miejscu zdarzenia się nie zatrzymał, pomocy nie udzielił, odjechał. Bilans: mandat, obyło się bez punków. Pytam się: po co? Przecież osób trzecich nie było, szkód żadnych (oprócz prywatnych) nie wyrządziłam.
Sytuacje, kiedy byli potrzebni, a z pomocą były problemy, też zdarzyło mi się mieć. Pierwsza - kiedy zamówiłam buty przez Internet i przesyłka zaginęła. Pomoc teoretycznie żadna, przyjęli zgłoszenie i na tym się skończyło (wow!). Na szczęście w końcu buty się znalazły. Kolejna - pogróżki i groźby przez telefon, policjant stwierdził, że nie jest to bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia, dlatego nic nie może zrobić. Gdzie logika? Gdyby jednak coś się stało, byłby winny człowiek, bo wcześniej to zlekceważył.
Nie dziwię się, że policja w Polsce nie cieszy się zaufaniem obywateli. Gdyby dawali im powody, by ich szanować i móc im zaufać, to rozumiem. Skoro jednak robią wszystko, by ten szacunek i zaufanie stracić, nie mają na co liczyć. Cięgle mam nadzieję, że kiedyś będzie tak jak w innych (niektórych, oczywiście) krajach - że policjant będzie dla obywatela, nie obywatel dla policjanta.

Nie, żebym kogoś chciała obrazić... ;)

Spongebob. Po mistrzowsku.
Jeśli już o kreskówkach mowa...


piątek, 25 września 2015

Czerwony zbrodniarz

 

 Because red is bad...


W bluzie z Red is bad.
Wątpię, że znalazłby się jakiś Polak w XXI wieku, który byłby zdania, że komuniści byli dobrzy. Bo nie byli, to oczywiste. Trudno zmierzyć krzywdy, które wyrządzili naszym dziadkom i pradziadkom, a nawet rodzicom. Trudno ocenić, ile musieli wycierpieć nasi przodkowie, żebyśmy mogli teraz żyć tak, jak żyjemy. Wolni i niezależni od wschodniego sąsiada.
Myślę, że naszym zadaniem jest pamięć o nich. O ich wspaniałym poświeceniu i odwadze, o każdym, który za nas był skłonny oddać życie. Za nas i za ojczyznę.
To, co działo się na początku XX wieku, podczas obu wojen, trudno sobie wyobrazić. Trudno jest się z tym pogodzić i trudno będzie o tym zapomnieć nie tylko nam, ale i naszym dzieciom, czy wnukom.
Kiedy oglądamy filmy lub czytamy książki o historii wojen światowych, holocaustu, o Żydach, czy faszyzmie, widzimy okropne opisy i obrazy. Chociażby w "Kamieniach na szaniec" Aleksandra Kamińskiego, czy w twórczości Tuwima, Słonimskiego, czy Lechonia. Tę stronę historii odkrywają także filmy "Miasto 44", "63 dni chwały", czy "Pilecki" (dzisiaj premiera!).
Często słyszę od rodziców, jak to było za czasów PRL-u. Kiedy godzinami mama stała w kolejce po kawę i cukier, a pomarańcze i czekolada to słodycze, które jedli tylko w święta. Kiedy nie mogli wracać do domu po 22, a do szkoły chodzili w mundurkach. Kiedy zbierali ziemniaki w Państwowych Gospodarstwach Rolnych i nie dostawali za to zapłaty. Kiedy wszyscy we wsi mieli takie same meble, bo akurat takie przywieźli, a na inne nie było co liczyć. Kiedy wszyscy spotykali się na trzepaku, a nie na Facebook-u. A na dresy z Pewex-u stać było tylko dzieci sołtysa. Nieźle, co?



A biel i czerwień to już coś... :)




czwartek, 24 września 2015

Po co historia?

Przecież nudna, stara, niepotrzebna...

Czy nie?

Studenci pełną gębą...

Miałam przyjemność przez dwa dni uczestniczyć w wykładach na wydziale historycznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kilka wykładów, warsztatów, różni profesorowie. I jeśli wydaje Ci się, że historia może być nudna, to masz rację... Ale jeśli wydaje Ci się, że historia musi być nudna, to - muszę Cię rozczarować - nie musi.
Na własnej skórze przekonałam się, niejednokrotnie, że to, czy zainteresuję się historią, nie zależy od zakresu materiału, ale od tego, który ten materiał omawia i wykłada. Taką właśnie drogą przekonałam się, że będę zdawać maturę z tego (niełatwego!) przedmiotu.

A tak, jeszcze trochę niewyraźnie, widzę moją przyszłość z historią. Z dużą ilością kawy i wieloma nieprzespanymi zimowymi nocami...


Po dwóch dniach w kampusie Morasko w Poznaniu jestem skłonna stwierdzić, że na studentkę się (chyba) nadaję. Zanim wyszliśmy z uczelni, kilka razy prawie przycięłam "komara", bez kawy przed wykładem (z tymi nieco nudnymi profesorami) prawdopodobnie bym sobie nie poradziłam. Ale nie, żeby było tak źle... Bardzo podobał mi się wykład na temat subkultur młodzieżowych w okresie stalinizmu. Bardzo ciekawie omówiony i z dodatkami multimedialnymi, pani profesor energiczna, z życiem i nie pozwalała przysnąć. Gdyby miała pewność, że za rok trafię na wykładowców jej pokroju, nie miałabym wątpliwości, jakie studia wybrać.
Inny ciekawy wykład dotyczył insurekcji kościuszkowskiej i Wielkiej Emigracji, która nastąpiła po powstaniu. W niebanalny sposób opowiedziane nastawienie Anglików, Francuzów, czy Niemców do Polaków i odwrotnie. Także stereotypy, które w tym czasie powstały o naszych przodkach. Dobrym podsumowaniem były słowa profesora, który powiedział, że bez dobrego zrozumienia przeszłości, nie możemy dobrze rozumieć i interpretować teraźniejszośći.
Mieliśmy też okazję zagrać w grę planszową pochodzącą z osiemnastego wieku. Była to gra "Piast", a egzemplarz, który znajduje się na uczelni pochodzi z 1904 roku! Gra ciekawa, historyczna i dydaktyczna, dotyczyła historii Polski.
Emm... Zadowoleni. ;)

Mimo, że byłam sceptycznie nastawiona do wyjazdu na uczelnię, teraz mogę szczerze powiedzieć = nie żałuję. Było ciekawie (no ok, nie cały czas) i sympatycznie. Mieliśmy okazję zobaczyć nowy budynek Instytutu Historii, robi wrażenie!
Wind of change?



środa, 23 września 2015

Bikiniarze

PRL się kłania, proszę państwa...


Kim byli bikiniarze i dlaczego się wyróżniali?
Otóż - była to subkultura młodzieżowa w Polskiej Republice Ludowej. Lata 50. XX wieku, okres stalinizmu. U bikiniarzy zawiało Zachodem i Ameryką. Młodzi, zbuntowani wobec rzeczywistości, niestosujący się do norm i zasad.
Bikniarze nie nazywali się bikiniarzami, bo nosili dwuczęściowe stroje kąpielowe. Etymologia nazwy jest związana z atolem Bikini (na Oceanie Spokojnym), a Leopold Tyrmand pisał: "bikiniarz pochodził od krawatów, na których wyobrażony był wybuch bomby atomowej na atolu Bikini w 1946 roku."
Ludzie, którzy reprezentowali tę subkulturę, nosili  charakterystyczne kapelusze ("naleśniki"), jaskrawe skarpetki, szerokie marynarki, wąskie spodnie, buty "na słoninie", "plerezę (rodzaj fryzury), a przede wszystkim kolorowe krawaty, na którym często widniały gołe girlsy (bomba, co?!).
Bikiniarze byli aktywnie zwalczani przez PRL, co jest chyba oczywiste. Wyróżniali się, byli uważani za przejaw kosmopolitycznych ciągotek do USA i nie przestrzegali narzucanych im zasad.


Mnie osobiście uwiedli i myślę, że gdybym urodziła się kilkadziesiąt lat wcześniej. na pewno bym do nich dołączyła...


Nadawałabym się na bikiniarza?
Tylko krawatów nam brak... I paru innych drobiazgów. :)

niedziela, 6 września 2015

"FEFErendum"

Święto demokracji. 

Co to za święto, kiedy nikt nie świętuje?
Kiedy media milczą, a na ulicach cisza... Kiedy trwa cisza referendalna, a do urn idzie ułamek społeczeństwa. A reszta? Albo nie wie, czym jest demokracja, albo nie zna swoich praw, albo ma w głębokim poważaniu swoje interesy, a jeśli nie swoje, to czyjeś, albo świetnie się powodzi, więc po co przejmować się innymi... Jak to inaczej interpretować?

Dlaczego 'fefe"? Tak to odbieram, kiedy widzę wszystkich polityków, dorosłych, starszych lub młodszych, którzy są przeciw referendum. Przecież chcieli demokracji. W czym problem. Ja widzę problem w myśleniu. Od początku media skutecznie zniechęcały do udziału w głosowaniu prowadząc manipulację. Debata, która odbyła się w telewizji polskiej kilka dni przed referendum była skierowana przeciw niemu. Jeden zwolennik bronił się przed kilkoma, którzy byli "anty". Nierówna walka. Jak taką wygrać? W demokracji potrzeba 51% głosów, żeby zwyciężyć. Do referendum potrzeba takiej frekwencji, która dzięki naszym mediom jest nieosiągalna. Ludzie zamisat głosować, zostaja w domu.

A jutro? Narzekanie, bojkot, prowokacje? Media zaczną wyliczać, ilu referendum chciało, ile to państwo (nie państwo, my, podatnicy...) wydało na to pieniędzy (milionów... a mogło o wiele mniej), ile to ludzi nie poszło do urn, a ile poszło i kto poszedł. Okaże się, że umiemy tylko narzekać i jesteśmy nieudacznikami? Kiedy mamy okazję, żeby zabrać głos i pokazać politykom, że jesteśmy przeciw nim i że potrafimy się jednoczyć, my pokazujemy, jak bardzo podzieleni i apolityczni jesteśmy.
Co jest grane? Gdyby było pytanie, czy chcemy większych pensji, albo większych zasiłków socjalnych, dla bezrobotnych lub walczących z nałogami, wtedy poszłoby do referendum ans więcej? Gdyby okazało się, że rozdają pieniądze, jedzenie albo wygrane kupony w totka?
Dla mediów ważniejsze są sprawy imigrantów, zawartości cukru w szkolnych sklepikach i inne, niszowe tematy. Ja jestem poirytowana, zniesmaczona i oburzona. Mam prawo i wcale się sobie nie dziwię. Nie rozumiem tych, którzy patrzą na sytuację w Polsce, kręcą nosem, ale takie wydarzenia jak dziś lekceważą. Co z nimi jest?





Dzisiaj blues i wspaniały Arek Zawiliński, którego miałam okazję osobiście poznać. Niedługo o nim więcej, bo nowa plyta do przesłuchania. Pisałam o panu Arku w sierpniu.A posłuchacie i przeczytacie tutaj:
AZ na Soundcloud
"Dobij do dna" - Youtube
AZ na Facebook-u
Strona interenetowa AZ

Pozytywizm w Czarnkowie

Mieliśmy wehikuł czasu. U nas, najprawdziwszy.

XIX wiek we współczesności, czy XXI wiek w pozytywizmie?

od lewej: Kaczmarek, Łęcka, Wokulski, Wąsowska.
Mogłabym wreszcie przestać mówić na zdjęciach... ;)
5 września odbyło się  Narodowe Czytanie "Lalki" Bolesława Prusa. W Czarnkowie także. Dla mnie było to piękne powtórzenie wiadomości z lekcji języka polskiego. Okazja, żeby posłuchać fragmentów powieści, którą zna każdy Polak. Posłuchać w pięknym miejscu i w doborowym towarzystwie.
Czarnków, 5 września 2015r.

Top 10 cytatów - subiektywnie (bo jest ich o wiele, wiele więcej):

1. "We mnie jest dwu ludzi (…) jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży?"
2. "Ale czy może być szczęściem to, czego nie pragniemy?"
3. "Ale jaki to człowiek stylowy!... – zakończył. – Umarł przywalony resztkami feudalizmu… zaginął, aż ziemia zadrżała."
4. "Strach, co się tu stanie za kilka generacji... A przecie jest proste lekarstwo: praca obowiązkowa - słusznie wynagradzana. Ona jedna może wzmocnić lepsze indywidua, a bez krzyku wytępić złe i... mielibyśmy ludność dzielną, jak dziś mamy zagłodzoną lub chorą"
5. "Żydowski szynkarz i lichwiarz, pokątny doradca, nawet złodziej zesłany na pobyt w jakiejś okolicy posiada u chłopów więcej zaufania i powagi aniżeli inteligencja, mianująca się kierownikiem społeczeństwa."
6. "Nie ma większej boleści, większego wstydu, jak stać się obcym wśród swoich i dla swoich. Jest to zaś punkt, do któregośmy już doszli."
7. "Bo któż to miłość przedstawiał mi jako świętą tajemnicę? Kto nauczył mnie gardzić codziennymi kobietami, a szukać niepochwytnego ideału?... Miłość jest radością świata, słońcem życia, wesołą melodią w pustyni a ty co z niej zrobiłeś?... Żałobny ołtarz, przed którym śpiewają się egzekwie nad zdeptanym sercem ludzkim!"
8.  "Motyle istnieją także w rodzaju ludzkim: piękna barwa, latanie nad powierzchnią życia, karmienie się słodyczami, bez których giną - oto ich zajęcie. A ty, robaku, nurtuj ziemię i przerabiaj ją na grunt zdolny do siewu. Oni bawią się, ty pracuj; dla nich istnieje wolna przestrzeń i światło, a ty ciesz się jednym tylko przywilejem: zrastania się, jeżeli cię rozdepcze ktoś nieuważny."
9.  "Jak żyję, nie słyszałem nic równego. Młodzieniec ten dowodził mi przytaczając nazwiska ludzi, podobno bardzo mądrych, że wszyscy kapitaliści to złodzieje, że ziemia powinna należeć do tych, którzy ją uprawiają, że fabryki, kopalnie i maszyny powinny być własnością ogółu, że nie ma wcale Boga ani duszy, którą wymyślili księża, aby wyłudzać od ludzi dziesięcinę."
10.  "Lecz u nas wyższa warstwa zakrzepła jak woda na mrozie i nie tylko wytworzyła osobny gatunek, który nie łączy się z resztą, ma do niej wstręt fizyczny, ale jeszcze własną. martwotą krępuje wszelki ruch z dołu. Co się tu łudzić: ona i ja to dwa różne gatunki istot, naprawdę jak motyl i robak."

wtorek, 18 sierpnia 2015

Kukizowcy

Buntownicy. Antysystemowcy. 

To dobre "człowieki" są...


Większość dorosłych ma o nich negatywną opinie. Ludzie po pięćdziesiątce często nie chcą o nich słyszeć. A młodzi poczuli szansę na zmiany. Tak jak "Wind of change" zespołu Scorpions... Ja jestem z nimi i tego nie ukrywam. Jestem za panem Kukizem i nie zwracam uwagi na to, jaki zawód wykonuje. Mógłby być górnikiem, budowlańcem, sekretarzem albo piłkarzem. Dla mnie ważniejsze jest to, co ma do powiedzenia.
Nie pokazujcie mamie,
bo się wystraszy...
Jestem ciekawa, czy wszyscy wiedzą, kim z zawodu jest premier Ewa Kopacz i reszta elity naszego kraju. Pewne jest, że dla wielu będzie zaskoczonych, kiedy sprawdzą ich wykształcenie, doświadczenie zawodowe i historię... Niech nie będzie tajemnicą to, że ja też byłam... niemile zaskoczona. Jest takie powiedzenie: "Co nas nie zabije, to nas 'rozpierniczy' psychicznie"... zmieniona wersja "co nas nie zabije, to nas wzmocni.". Tutaj sprawdzają się obie opcje.
Polecam przeczytać kilka dobrych książek, zacząć czytać niezależne media i oglądać wiadomości w Internecie. Nie płacić skorumpowanym stacjom telewizyjnym, które nie szanują widza i kłamią 'na okrągło''. Gdyby bajka o ''Pinokio'' byłaby prawdziwa, większość dziennikarskich hien postrącałaby kamery ze statywów nosami... Poważnie. Mam dość mediów i od kilku miesięcy nie włączam telewizji. Czasami słucham muzyki i prognozy pogody, ale wybieram częściej radio i Internet. Telewizor stoi i się kurzy, z młodszymi braćmi oglądamy 'raz na ruski rok' bajki, programy naukowe i premiery ciekawszych filmów.

Czy to, że głosowałam w wyborach prezydenckich na Pawła Kukiza, czyni mnie gorszą lub lepszą? Bardziej wykształconą lub nie? Oświeconą, inteligentną, dojrzałą? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Według mnie Kukiz prezentuje poglądy, których nie wstydzi się żaden patriota i obywatel chcący dobra kraju, dobra ogółu. Wydaje mi się, że po części jestem jak taki typowy Kukiz... Anty-systemowa, przeciw nałogom, ale korzystająca z używek, przeciw wyjadaczom z koryta na ulicy Wiejskiej. Przeciw temu, co złe. To dla mnie jasne jak słońce...

A tutaj mocna dawka pozytywnych i negatywnych emocji specjalnie dla tych 20% ''wybranych''
Wiecie kim byli? O nich rozpiszę się przy lepszej okazji...


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Alea iacta est

Do przeszłości powrotu nie ma.

Gdzie ten wehikuł czasu... Już wszystko wyjaśniam.
Czarnków 2015 r. - obwodnica
Lubasz - Czaruś Cup 2012 r.

Noteć - Czarnków 2015 r.
Boruszyn 2015 r,
Kotwica Polski Walczącej 1944 r.

Fotografie, filmy, wspomnienia, pamiątki, korozja, siwe włosy, zmarszczki, szara cera, - ot, cały wehikuł... 
Internety - every day, every night
Czegoś tutaj jeszcze brakuje? Na pewno... Lista jest długa i nie do ogarnięciu. Wehikuł nie musi być magicznym urządzeniem, najlepszym wehikułem jest nasz mózg i to, co nas otacza i się zmienia, starzeje.
Kiedys cofać się do przeszłości to było coś... Marzenie i filmy science-diction. Teraz wiem, że mogę to robić każdego dnia. Metaforycznie, ucząc się historii i wczorajszego dnia, nie zapominając o jutrze i "carpe diem". 
Wczoraj pojawia się i znika. Dziś i jutro też. Tak samo jest z pamięcią, wspomnieniami, wujkiem Alzheimerem, pieniędzmi, życiem... To tylko krótki okres w dziejach, a ogromny dla jednostki, człowieka, chwili, która jest "tu i teraz". Nie jest mi przykro, że wczorajszego dnia drugi raz nie będzie, bo jutro może być lepsze i ciekawsze,
"Alea iacta est" znaczy w języku łacińskim: "kości zostały rzucone". Są to prawdopodobnie słowa Juliusza Cezara wypowiedziane przed naszą erą przed wojną domową z Pompejuszem. Cytat jest często używany i nic w tym dziwnego. Jest uniwersalny i w wielu sytuacjach życia codziennego znajduje zastosowanie.
Pięknie śpiewają o tym zespoły: Dżem, Perfect, Sabaton, Led Zeppelin, Scorpions i wiele innych... Polecam ich muzykę, szczerze i prosto z serca.

Reszty szukajcie, wiecie co i jak...

niedziela, 16 sierpnia 2015

W drodze

4 żywioły, Boruszyn, sobota i koncert bez prądu.


Dosłownie. Byłam wczoraj u Weroniki, bo wyszła z inicjatywą, bym wpadła do niej, bo o 20:00 koncert Arka Zawilińskiego.

Arek Zawiliński 15.08.2015r.
Myślę sobie: "Nie znam gościa, śpiewa blues, może warto?". Więc pojechałam. Z domu Wery do miejsca koncertu jest około 3 km drogi przez las i wieś. Poszłyśmy piechotą. Kiedy przeszłyśmy drogę wiodącą przez las, jakieś pięćset metrów, zaczęła gonić nas burza. Najpierw ostrzegawcze błyskawice i grzmoty kilka kilometrów od nas, później coraz bliżej. Niebo za nami robiło się coraz ciemniejsze i chmury w końcu znalazły się nad naszymi głowami. Wiatr i zimny deszcz w plecy. Trochę wielkich kropel, a za chwilę oberwanie chmury. Zanim dotarłyśmy na miejsce, zaliczyłyśmy przystanek autobusowy, a na sobie nie miałyśmy suchej nitki. Nie miało to wielkiego sensu, bo deszcz padać nie przestawał. W końcu poszłyśmy do salki, w której koncertu nadal nie było... Bo wyłączyli prąd. Ale spokojnie - przybiegł sołtys, włączył agregat i pan Arek wystąpić mógł. Było klimatycznie, ciemno, kameralnie i bardzo pozytywnie.
Afrykańska pieczątka na ręce Wery
Nieczęsto mam okazję bywać na takich koncertach. Wczorajszego nie żałuję. Mili, młodzi duchem ludzie, życiowa, trafiająca do serca muzyka i blues - gitara, harmonijka, śpiew, rytm. Na tyle dobra muzyka, która urzekła nas tak bardzo, że słuchałyśmy jej pół nocy... No ok, całą...
Na koncercie występ pana Arka podobał się, bo musiał wychodzić na sześć (czy więcej?!) bisów. Wyobraźcie dobie, że ten człowiek wyjechał w Bieszczady (I rzucił wszystko!), zanim to było modne. Mieszkał w górach (nadal mieszka na Południu, zazdrościmy!), nad morzem, za granicą... Jest miejsce, w którym go nie było? Chyba nie... Niejednokrotnie został nagrodzony w wysokiej rangi konkursach, ale przeczytajcie sami - na stronie internetowej. Nie będę przecież przepisywać, prawda?
Podziękować za wspaniałą atmosferę i piękną muzykę już zdążyłam podziękować osobiście. Ale tutaj mogę też. Więc: OGROMNE DZIĘKUJĘ, panie Arku. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy i posłucham kolejnych kawałków, płyt. Następnym razem wezmę kasę, żeby kupić coś na pamiątkę.

Posłuchajcie i zajrzyjcie, a przekonacie się, że nie kłamię:
Strona internetowa - Arek Zawiliński
Facobook-owy Fanpejdż - Arek Zawiliński
Arek Zawiliński - "Jędrek Połonina - Kary Koń"


sobota, 15 sierpnia 2015

Potęga

Padłeś? Powstań. Nie bądź ciotą...


Dzisiaj wielki dzień. Kto myśli, że myślę tylko o święcie plonów, jest w błędzie. To nie tylko święto kościelne, ale także państwowe. Wiecie jakie? Każdy Polak, patriota i choć trochę świadomy obywatel wie. Powinien wiedzieć...
15 sierpnia to święto Wojska Polskiego. Na pamiątkę zwycięskiej bitwy warszawskiej z 1920 roku.  Obchodzimy je już ponad dwadzieścia lat, na mocy ustawy z 1992 roku. To już dość czasu, by każdy tę datę dobrze zapamiętał. Nawet ten, który urodził się pod koniec lat '90 albo już w XXI wieku. Bo na co miałyby się zdać lekcje historii, jeśli nie po to, żeby zapamiętać tak ważne momenty z historii ojczyzny? Dobrze wiem, że każdy normalny i porządny (bo jak to opisać?) nauczyciel historii chce przekazać swoim uczniom wiedzę, która uczyni młodego człowieka świadomym swojej narodowości i dumnym z czynów swoich przodków. Przodków, którzy oddali życie po to, by żył w wolnym kraju i miał prawo, które im nie przysługiwały. By żyło mu się lepiej niż im.
15 sierpnia oprócz dumy dociera do mnie też smutek. Bo dużo (za wiele...) myślę o przeszłości, śmierci, wierze i Bogu. W ubiegłym roku tego dnia potwierdziło się to, o czym pisałam w czwartek. Czarny scenariusz, z którego powodu płakałam. Nie tylko ja, bo siostra, mama, taty, pół rodziny i wielu przyjaciół. Przecież myślenia wyłączyć nie mogę i nie chcę... (Umie ktoś?!) Wiem, że nie mam możliwości, by zmieniać przeszłość. Jednak mogę wiele z tej przeszłości wywnioskować i nauczyć się, jak żyć...
Jak żyć, by nie żałować tego, co zrobiłam przed chwilą, wczoraj, tydzień, miesiąc lub roku temu. By nauczyć się cieszyć z tego, że trudna przeszłość to książka pod tytułem: "Lekcja życia.", a dobre wspomnienia mają tytuł: "Lot życia.". Teraz umiem z tego korzystać i chcę pokazać innym, że zło można zmienić w dobro, a dobra nie trzeba niszczyć i zamieniać w zło. Po każdej burzy wychodzi słońce, a nie zawsze słońce jest zwiastunem wichury (prawie nigdy, ot całe sedno...). Bądźmy przyczyną radości, uśmiechu i szczęścia, a świat będzie piękniejszy. Ktoś się nie zgadza? Każdy Bóg, każda wiara i wszystko, co spotykamy na świecie, a później, po śmierci, w niebie - jest z założenia dobre. Bo w demokracji wystarczy 51% dobra, byśmy to wygrali. Razem...

IRA - Nie daj mi odejść



Józef Piłsudski.
 Mistrz. 

czwartek, 13 sierpnia 2015

Aniołek i gwiazdy



Trzynastego sierpnia.


Smutno mi dziś. Dokładnie rok temu też było. Nie bez przyczyny, ale o tym za chwilę.



Ja i Anka 
Od dzisiejszej nocy do prawie końca miesiąca na niebie będziemy mogli zaobserwować spadające gwiazdy. Są to perseidy spalające się w atmosferze Ziemi. Największą aktywność na niebie będzie można zaobserwować od godziny 20:00 do 6 rano. Każdej godziny możemy zobaczyć aż sto takich gwiazd! Uwierzycie? Jeśli nie, to obserwujcie.

Trzynastego sierpnia 2014 r. zapamiętałam wyjątkowo dobrze (dobrze, ale źle). Kiedy wspominam tę datę, łzy cisną się na oczy. Kojarzę ją właśnie z niebem, gwiazdami i Aniołkiem. Dlaczego? Właśnie tego dnia moja siostra usłyszała diagnozę, straszną: "U Pani dziecka nie rozwinęły się nerki.". Wyobrażacie sobie? Nikt w to uwierzyć nie chciał ani nie mógł... A jednak. Szok, niedowierzanie, płacz, wielka nadzieja i cios. Jeśli zastanawiacie się, czy można coś stracić, zanim będzie się to miało, to już Wam mówię - można. Dla mojej siostry, bliskich i dla mnie to była katastrofa. Bo jak można wytłumaczyć krzywdę nienarodzonego dziecka, które miało prawo do życia takie samo jak każdy z nas. Nie potrafiliśmy, a trzeba było się z tym pogodzić (jak?!).

Dzisiaj, rok po tym, jak dowiedzieliśmy się, że dziecko ma niewielkie szanse, by urodzić się zdrowe i prawie 10 miesięcy po pogrzebie, patrzę na to z innej perspektywy. Mam nadzieję, że dużo lepszej i dojrzalszej. Wiem, że Julka zasiliła grono Aniołków w niebie, wiem, że nie była niczemu winna, a moich bliskich, mnie i siostrę bardzo to umocniło. Nasza wiara, więzi, charaktery i psychika są dużo mocniejsze i trwalsze. Kochanowski już kilkaset lat temu pisał: "cierpienie uszlachetnia", a swoją córeczkę wspominał: "Jesteś, a jakoby Cię nie było...". Coś w tym jest. Julka jest w naszych sercach, mimo że nie zdążyliśmy jej poznać. Widzieliśmy, kiedy rosła w mojej siostrze, na zdjęciach USG. I to jest piękne. Mieliśmy ją nie ciałem, a duchem. I nadal mamy i wiem dobrze, że czuwa nad nami, nad swoją mamą i kochamy ją nie mniej, niż kochalibyśmy ją, gdyby była z nami.

Cieszę się, że mam taką rodzinę. Było ciężko, ale każdy każdego wspierał tak, jak umiał. I to nam wiele pomogło i dało. Dziś pojedziemy do naszej Julki zapalić świeczkę. Tak zrobiłby każdy człowiek, nieważne, w co wierzy i co czuje. To takie naturalne...


Dżem - Zapal świeczkę


TSA - 51

Ja i czworo moich wspaniałych











środa, 12 sierpnia 2015

Juliusz

Było ich dwu.  Żadnego nie zdążyłam poznać.

Oboje wielcy. Dzięki jednemu mam mamę i życie, dzięki drugiemu - przepiękną poezję i twórczość.


Mama <3
Dziadka nie poznałam. Umarł, kiedy byłam malutka. Bezczelnie, co? Ale mam nadzieję, że kiedyś spotkam go, kiedy będziemy śmigać bo niebieskich autostradach... Przecież mamy sobie tyle do powiedzenia. Dzięki niemu mam wspaniała mamę, która dała mi podwójną dawkę miłości i uśmiechu - za siebie i za niego. 
Juliusz Słowacki
Drugi Juliusz? Jeśli jeszcze nie wiecie - to dla mnie oczywiste - Słowacki. Wspaniały, wybitny i niedoceniony za życia. Uwielbiany przez polonistów i stawiany nad Mickiewicza. Kiedyś się temu dziwiłam, teraz się z tym zgadzam. Czytając Słowackiego należy mieć świadomości, że mamy do czynienia z twórczością wybitnego człowieka, jednostki. Każdy, kto czytał "Kordiana", "Balladynę", czy "Hymny" tego romantyka, jednego z Wieszczów Narodowych, powinien czuć się zaszczycony. A przecież to lektury szkolne, teoretycznie nie ma wśród nas nikogo, kto nie miał z nimi styczności. 



Młody, gniewny i zdolny? Zapraszam do sprawdzenia tego fanpejdża. Chłopak z Łodzi, reggae, ogromna dawka pozytywnej energii i wielka motywacja, by życ tak, jak dyktuje Ci serducho i rozum. Ci, którym się spodoba, zostawiają oczywiście "Lubię to" i obserwują postępy tego zdolniachy! Pozdrawiam i czekam na następne nagrania...

Świetnie mu to wyszło: